Sing Sorrow
Sing
Listen

Apathy's back in style

The Maker
Pomimo młodego wieku, jest już postacią kultową i otoczoną powszechną czcią. Z wiecznym uśmiechem na twarzy kroczy przez życie ze świętym przekonaniem, że ma odegrać w przyszłości jakąś ważną rolę dla dziejów ludzkości. W chwilach słabości nie panuje nad kąśliwymi uwagami, niekiedy wyjątkowo brutalnie wyraża swoje zdanie. Marzy o karierze artystycznej, ale uważa że nie ma talentu. Nie zważając na to, na ogół zawsze coś rysuje albo pisze. Już cztery lata szlifuje swój talent pisarski pisząc bloga, najczęściej o niczym. Wielki fan i wyznawca wszelkiej twórczości Lesa Claypoola oraz zespołu Korn. Miłośnik fikuśnych koszul, X-menów w postaci właściwie każdej i niezmordowany sensu życia. Wiecznie nucąc coś pod nosem często marudzi i momentami bywa nie do zniesienia. Matematyczny matoł, ale za to entuzjasta biologii. Aktualnie walczy o przetrwanie studiując biotechnologię. Ale podchodzi do tego bardzo optymistycznie, nie zważając na wiedzę fizyczną osiągającą zero absolutne. Równolegle stara się nie zabić ucząc się jazdy na łyżwach. Posługuje się morderczą bronią – gadulstwem. Potrafi gadać godzinami o niczym i nikt się nie zorientuje, że to wszystko nie ma sensu. Młody turpista. Fanatyk czekolady i sushi. Naiwnie wierzy w swoje ślepe szczęście, cuda oraz w to, że świat nie jest taki paskudny jak się wydaje.

Blog
|Badylaszek|
|Władczyni Mroku|
|Fiol|
|Serveta|
|Senes|
|Naczelny Koroner|
|Świta|
|Uczulona na czekoladę|
|Tom Marvolo Riddle|
|Deatheater|
|Papierowe Miasto|
|Głupie Dżemy|
|Koniczynka|

Site
|Marvel|
|Neil Gaiman|
|System Of A Down|
|Primus|
|Les Claypool|
|Korn|
|Making Fiends|
|Muffin Films|
|Ocenialnia|
|Daj sobie zjeść mózg|


Starting Over
2010
grudzień
listopad
luty
2009
październik
luty
2008
listopad
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad


Tagi
apokalipsa jesteśmy cudownymi dziećmi krwiożercze autobusy laboratoria wymiatają mam meganerkę mamutek wymiata mocne postanowienie poprawy moony rządzi światem mój budzik jest różowy natalia nie uczę się ahaha omg! tagi! sesja jest zua studiuję (jeszcze) uciekanie przed studentem powinno być karane śmiercią



design by Moony



Co robię gdy mnie nie ma
Głównie piję kawę, miziam koty, podjadam coś na boku i piszę sprawozdania. SAME SPRAWOZDANIA. TONY SPRAWOZDAŃ. Prowadzącym coś odbiło i zażyczyli sobie jako prezent na święta 10 sprawozdań. Żeby jeszcze było tak, że jakieś mam zaległe. Ale nie. Ja po prostu muszę z siebie wydusić jakieś krzywe wzorcowe, obliczenia i wnioski do wpływu rozrostu populacji jętki na oczyszczanie ścieków z papierków po Michałkach na oczyszczalni w Pcimiu Górnym.

Aktualnie walczę z zależnością ekstynkcji od stężenia TTC (nie pytajcie) i jest to walka ciężka. Bo wykres powinien wyjść piękny i prosty. A z moich wyników wygląda mniej więcej tak:



Tak tak, to moje dzieło. Obliczone, wrzucone do Excela i wyrysowane tymi łapkami. Słowem wyjaśnienia ta niebieska krecha podobna do zarysu Beskidów to moje wyniki. Ta czarna to coś, co powinno mi było wyjść. No cóż, fail i te bakterie na jakichś prochach były.
Aż mnie korci żeby na sprawozdaniu napisać "Coś się poważnie spieprzyło, ale wyrysowano funkcję logarytmiczną i teraz wygląda wszystko cacy". Ale obawiam się, że ta wersja by chyba nie przeszła...

Och studiowanie. Jeszcze 9 sprawozdań, jeden projekt sali (tak, na boku bawię się w architekta. Z przymusu, bo mi Grafikę Inżynierską wcisnęli w plan), 4 kolokwia i będą święta. Jee!

We got a problem 2010-12-09 20:08:08
skomentuj (5)
Tagi: studiuję (jeszcze), krzywe wzorcowe są krzywe
Albowiem Mamutek dała nam casis, a spektroskopia masowa może poczekać
Były wielkie plany nauczenia się na jutrzejszą spektroskopię masową. Były naprawdę niesamowicie ambitne. Ale niestety Mamutek dała nam w prezencie na Mikołajki butelkę robionego domowo casisu i blachę na ciasto. A niestety ja po pół roku smutnego mieszkania bez blachy na ciasto nie potrafię sobie odmówić upieczenia czegokolwiek. Przykładowo brownies, bo brownies są zawsze dobre.

Brownies których nie da się spieprzyć znane też jako Potrójnie Czekoladowe Brownies
- 300g czekolady gorzkiej
- 200g masła
- 3/4 szklanki cukru
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- 3 jajka
- 1/2 szklanki mąki
- szczypta soli
- 90g czekolady białej
- 90g czekolady mlecznej

Rozgrzać piekarnik do 160 stopni. Blachę 20x20 wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Następnie w kąpieli wodnej stopić czekoladę z masłem, cukrem oraz ekstraktem waniliowym. To przelać do osobnej miski i zostawić żeby nieco przestygło. Do masy czekoladowej wbijać po kolei jajka i mieszać ostrożnie, żeby się nie zważyły. Następnie dodać mąkę, sól i pokrojoną w drobne kostki czekoladę białą oraz mleczną. Całość przelać do formy i piec 35-40 minut. Najlepiej sprawdzić czy jest gotowe wbijając pod koniec pieczenia drewniany patyczek w ciasto. Jeśli nie będzie oblepiony masą - ciasto jest gotowe.

I takim oto sposobem mam brownies, ale nie mam wiedzy. Brzmi dość sprawiedliwie.

We got a problem 2010-12-05 20:29:48
skomentuj (1)
Tagi: przepisy, studiuję (jeszcze), mamutek wymiata, nie uczę się ahaha
Oto i plan
Wraz z Natalią robimy zrzutę i kupujemy drapak dla naszych kotów - Bambusa i Rolanda.

Teraz wszyscy możecie paść na zawał. Moony mieszka we własnym mieszkanku z Natalią, mają dwa koty i ogółem są jak stare, dobre małżeństwo. Ahaha, jesteśmy super.

I mamy grzane wino.

We got a problem 2010-12-01 22:31:01
skomentuj (1)
Tagi: natalia, moony rządzi światem, jesteśmy cudownymi dziećmi
Śniegi, koty i Moony
Moony powraca żeby napisać, że zdał pierwsze kolokwium z Transportu Ciepła i Masy. Czujecie tą zajebistość, czujecie? Ja czuję to tak intensywnie, że zaraz mnie rozsadzi ze szczęścia.

Ale zamiast zrobić z tego dziką imprezę pełną tęcz i puchatych kotków siedzę i staram się odkryć co to do cholery jest obszar daktyloskopowy. Skrypt ze stereochemii nie wie, wujek google nie wie, ciocia wikipedia też nie. Chyba się zabiję, bo jeśli internet czegoś nie wie, to nie ma już dla nas ratunku.

Przy okazji osiągam apogeum gejostwa posiadając białego kotka o wdzięcznym imieniu Roland. O tak, Moony się zmienia, ma kota, jakimś cudem jest na III roku i wciąż dzielnie walczy o tytuł inżyniera. A teraz czy ktoś może mi załatwić jakieś praktyki na wakacje pięknie proszę? Będę myć probówki i grzebać się w ściekach totalnie darmo. Dorzucę brownies. Oferta kusząca i otwarta wciąż, albowiem ja w desperacja i trza mi jakiego papierka.

Gdzie się Moony szlaja kiedy go nie ma? A się podziewa tu i tam, raz na jakiś czas doglądając swojego pierwszego, blogowego dziecka. A kto tam wie, może wrócę tu na dłużej. Się zobaczy.
We got a problem 2010-11-27 15:40:04
skomentuj (2)
Tagi: studiuję (jeszcze), moony rządzi światem
Czuję fatum nade mną i nad moimi X-menami
Widzę zależność w moim życiu. Gdy mam masę wolnego czasu i działający sprzęt, instaluję moje X-meny (tak tak, wciąż te same), bo na skutek niefortunnych splotów wydarzeń zawsze coś wybuchało/kasowało zapisy/wylatywało w powietrze/umierało śmiercią męczeńską etc i nie udało mi się jeszcze tej cholernej Apokalipsy powstrzymać. I za każdym razem jak wyruszam na krucjatę przeciwko Apokalipsie, ona sama prawdziwa i upostaciowiona pojawia się u mnie w domu.
Tak tak, zgadliście. Koszmar Babcia powraca. Grzmoty, mroczna muzyka i błyskawice za oknem.

Wygląda to tak, że Koszmar Babcia zadzwoniła dziś do nas, podnieconym głosem oznajmiła mi że jestem człowiekiem "pięknym" i "filigranowym" (proszę, bez komentarzy do tego opisu. Moja filigranowość jest niemal tak filigranowa jak filigranowość Lola) i oznajmiła radośnie, że nas przyjedzie odwiedzić. Blady strach padł na Mamę. Blady strach padł na mnie. Blady strach padł na Lola i Cicika. Blady strach padł na moje X-meny. Po prostu wszyscy zbledliśmy.

To może ja poudaję, że uczę się do sesji?
We got a problem 2010-02-11 14:02:23
skomentuj (4)
Tagi: apokalipsa, koszmar babcia
Pojawiam się i znikam
Niczym ten jednorożec w lesie ponownie przemykam między wrzosowiskami blogowania, by mignąć na moment i znów zniknąć na długie miesiące. Jestem do kitu, nie trzeba mi tego mówić.

Jak się człowiek obawiał, tak się stało. Transport ciepła i masy skutecznie rozsmarował mnie na chodniku przed wydziałem Inżynierii Środowiska i Energetyki, więc trzeba było ogłosić kapitulację. Jakaś siła wyższa, mająca niezmierzone przez ludzkość zdolności sprawiła, że tylko owa termodynamika mnie pożarła. Cud, amfetamina, latający potwór spaghetti lub cholera wie co jeszcze sprawiły, że i przerażająca Biostatystyka została zdana, jak i Inżynieria procesowa oraz podłe programowanie.
A z tym programowaniem to śmieszna sytuacja, gdyż koniec końców okazało się, że pisanie programów liczących całkę kwadratową piątego stopnia z sześcianu iloczynu różnicy dwudziestu wyrazów x nawet sprawia mi przyjemność. Czyli powoli upodabniam się do kolegi Volda informatyka. Skoro rozumiem już informatyczne żarty...

Ale żeby nie było w moim ślicznym życiu zbyt różowo, to muszę biegać i płacić za stłuczone szkło laboratoryjne. Co jest tym śmieszniejsze, szklo stłukł ktoś z mojej grupy i się nie przyznał, więc wpisali na szefa grupy, czyli na mnie. Zatem chcąc dostać wpis z laboratoriów z chemii organicznej (bo wszyscy już mają, a w moim indeksie widnieje smutna dziura z dopiskiem "ZAPŁAĆ ZA SZKŁO, TY CIECIU!"), przyszło mi dzisiaj kulać się do Gliwic przez mrozy, śniegi i walki z niedźwiedziami polarnymi. Panie w magazynie szklanym wykazały pełne współczucie i zaproponowały kawę. Pani w kasie okazała współczucie i skasowała 19zł za kolbę. Cały świat okazał współczucie, a ja pałam krwawą żądzą mordu na tym, co mnie wkopał w to szklane bagno.
Teraz jedynie zostało mi upolować Profesora Strasznego Chemika Co Mnie Dopiero Na IV Terminie Puścił, dostać zamaszysty autograf i mogę lecieć do miłych pań w dziekanacie zaś je czarować, żeby jednak mi ten indeks do dziekana zaniosły w tym stuleciu, nie kolejnym. Bo nie dożyję. Profesor Straszny niestety też moim przykładem bawi się w jednorożca lub inny kwiat paproci, więc najpewniej będzie mi dane zaopatrzyć się w namiot, dzidę oraz noktowizor i rozbić obóz przed wydziałem Chemicznym.

Ale sesja z głowy i w przeciwieństwie do zeszłego roku nie mam 3 dni ferii, tylko dwa tygodnie. Chyba się przewrócę ze szczęścia i zostanę tak wymachując nóżkami jak biedronka.

We got a problem 2010-02-08 13:44:27
skomentuj (0)
Tagi: studiuję (jeszcze), sesja jest zua, uciekanie przed studentem powinno być karane śmiercią, laboratoria wymiatają
Szok i horror, czyli jeszcze żyję i nawet się trzymam
Jakimś cudem udało mi się hasło na tego bloga odnaleźć w mrocznych odmętach mojego mózgu. Więc też chrupiąc nonszalancko czekoladowe ciasteczko postanawiam coś wreszcie napisać.

Nie da się jakoś streścić mego życia w czasie, gdy tu nadal trwała zima. Mój romans z panem Atkinsem się zakończył, by dać miejsce namiętnej znajomości z kolejnym chemikiem - panem McMurrym. Jak widać zdecydowanie gustuję w największych psychopatach.
Jakimś cudem udało mi się zostać studentem II roku tego jakże wspaniałego kierunku zwanego biotechnologią. I to bez warunków, bo jest wyczynem niesamowitym, niemal tak genialnym jak odkrycie kotletów. Ale mniejsza z moją zajebistością, bo prysła niemal w tym samym momencie, w którym rozpoczęły się zajęcia. Jeśli związek z panem Atkinsem i panem McMurrym dały mi w kość, to nie będę mówić co zrobią ze mną w tym semestrze romanse z takimi przedmiotami jak Transport Ciepła i Masy, Podstawy Aparatury i Inżynierii Procesowej czy może Biostatystyka i Biometria. Wiem jedno, tam są całki. A jak są całki, to jest też Moony schowany pod łóżkiem i łkający, że nie ma pojęcia co się dzieje.
Żeby mi ułatwić życie, mam też informatykę. Ale nie jakieś milusie Excele czy inne html'e. O nie. Mam programowanie C++. Czyli nie mam pojęcia co robię i mam nadzieję, że mi program policzy 2+2. Na ogół tego nie robi, więc można łatwo wywnioskować jak wyglądają moje wyniki na tym polu naukowym.
Jedyne, co jeszcze w miarę mnie przekonuje, że nadal jestem na kierunku BIOtechnologia, to laboratoria z inżynierii genetycznej. Gdyby ich nie było to tylko iść i się rzucić pod taczkę.

Aktualnie leżę po uszy w papierach, wykresach i odczynnikach, starając się ogarnąć moje uczelniane życie i nie oszaleć. Ilość piętrzących się kartek, podręczników i notatek zaczyna zasłaniać mi podłogę w pokoju. I już się nie dziwię gdy znajduję w łóżku jakiś kalkulator czy inne sprawozdanie z przewodzenia ciepła.

Tak właściwie to zapowiada się zabawny semestr. Jeśli przetrwam to, to przetrwam wszystko. Bo my studenci Politechniki jesteśmy jak karaluchy. Przeżyjemy nawet wybuch jądrowy.

A żeby optymistycznie zakończyć powrotną notkę, scena z życia Rodziny Moony'ego.

(Salon. Ja staram się napisać tysiąc sprawozdań na raz i nauczyć się informatyki na kolokwium. Mamutek przy komputerze)
Ja: (leżę twarzą w notatkach i jęczę żałośnie)
Lolo: (łazi po biurku i chce wejść Mamutkowi na kolana)
Mamutek: Lolo, ja jestem zajęta. Pasjansa robię, nie widać?

Każdy ma swoją interpretację bycia zajętym. Mamutek jak zwykle wymiata XD By ułatwić mi męki przyniosła mi ciastko kremowe. Mmm... Wracam do roboty, kiedyś w końcu muszę.

Zamiast biotechnologiem zostanę rycerzem, który mówi "Ni!".
We got a problem 2009-10-27 16:11:06
skomentuj (2)
Tagi: studiuję (jeszcze), mamutek wymiata, moony rządzi światem, laboratoria wymiatają